Budują poczucie niepokoju. Gracz nie może zoriento

Niewiele dla granej przez Davida Duchovnego postaci wynikało - jego problemy z kobietami równie dobrze mógłby mieć makler, malarz czy lekarz. W grze Remedy do Opętanych mógłby co prawda strzelać wędkarz, mechanik lub policjant, ale na szczęście żony może szukać już tylko pisarz. Pierwsze dwa rozdziały znakomicie budują poczucie niepokoju. Gracz nie może zorientować się, co jest jeszcze fikcją literacką czy snem, a co jawą. Wrażenie to potęgują porozrzucane po świecie gry strony z maszynopisem, wokół którego toczy się cała intryga. Są świetnie napisane i zostały lepiej wkomponowane w rozgrywkę niż choćby pamiętniki z BioShocka. Później fabuła, choć nie schodzi poniżej pewnego poziomu, popada w utarte koleiny. Zamiast sugerowanej początkowo walki z mieszczańskimi neurozami i lękami przed prowincją, gra po raz kolejny opowiada o Wybrańcu, który jako jedyny może pokonać Zło. Szczęśliwie jednak wynik tej batalii nie jest taki