Czasu w supermarkecie, czego nie cierpię, to jeszc

"na wejściu" zostaje wylegitymowane i spisane. Jedno popołudnie spędzam w supermarkecie, czytając informacje na opakowaniach i przeliczając w myślach kalorie. Co chwilę coś wkładam do koszyka, a potem wyciągam i odkładam na półkę, znajdując mniej kaloryczny odpowiednik. Czuję się dziwnie. Nie dość, że straciłem mnóstwo czasu w supermarkecie, czego nie cierpię, to jeszcze po powrocie do domu z łupem odkryłem, że jakoś nie mam apetytu na kolację. No tak, obsesja na punkcie kalorii sprawia, że tracisz część frajdy z jedzenia. Gotowanie przestaje być sztuką, a zaczyna być nauką. I to wcale nie tak zabawną, jak robienie fontanny z butelki coli i mentosa albo małych kuleczek z soku owocowego. Jestem bardziej zainteresowany tym, ile cholernych kalorii ma danie, niż jego smakiem. To nie jest fajny sposób na życie i zdecydowanie nie chciałbym tego robić dłużej niż to konieczne. O, mam słodzik. Dzięki niemu zredukowałem ilość dziennej dawki