Nie lubił słowa kompromis. Musiał być wygrany albo

Prezydent, a jednego rząd. Zamiast walczyć o krzesła na szczytach, przyjęto, że sprawami NATO zajmuje się prezydent, a kwestii unijnych pilnuje rząd. Kwaśniewski zostawił po sobie gotowy model kohabitacji w polskich warunkach ustrojowych. Ale Kaczyński nie chciał z niego skorzystać, bo nie znosił sytuacji pośrednich, nie lubił słowa kompromis. Musiał być wygrany albo przegrany. Trzeciego rozwiązania nie dopuszczał. Sprawując w ten sposób urząd, zepchnął się jednak całkowicie do narożnika. Powinno to być przestrogą dla przyszłej głowy państwa, ktokolwiek nią zostanie. Dobre intencje nie wystarczą. Ostatecznym kryterium oceny polityka powinna być skuteczność. Jeśli założymy inaczej, każde partactwo podlane sosem romantyczno-patriotycznym będzie można uznać za sukces. A gdyby to był Kwaśniewski Większość Polaków to rozumie. Na podstawie skuteczności ocenia rządy Kwaśniewskiego, którego 52 proc. uważa dziś za najlepszego prezydenta