Porannym biegiem albo wieczorną grą w kosza. Jeżel

Jesteś świadomym zjadaczem swoich posiłków. Wiesz, że przed wysiłkiem potrzeba ci węglowodanów, a po nim - białka. Czytasz co nieco na temat żywienia, ale bez popadania w paranoję. Nie krzywisz się na widok grillowanej ryby z sałatą, ale od czasu do czasu pozwalasz sobie na coś bardziej kalorycznego. Zbilansujesz to porannym biegiem albo wieczorną grą w kosza. Jeżeli tak do tego podchodzisz, to znaczy, że jesteś typowym przykładem nowocześnie myślącego faceta. Takim, który zwykle zwraca uwagę na to, co pochłania, czyta skład produktów na opakowaniu, ale w weekendy często robi sobie wagary. Wiem, co mówię, bo sam taki jestem. Ale ostatnio coś poszło nie tak. Od początku ubiegłego roku zacząłem przybierać na wadze. Nie, żeby strasznie dużo - coś ok. 7-8 kg. Nie jest to żaden dramat, ale denerwuje mnie, że moje ulubione koszulki zrobiły się nagle bardzo dopasowane. Czyli co? Trening następnego dnia nie równoważy wieczornej pizzy? Cóż,