Prezydenta. Nie znalazłbym się w budapeszteńskim H

Czeską umiejętność wątpienia, kulturową niepewność, sceptycyzm i autoironię. Znałem je z moich żydowskich źródeł - w końcu Kafka był Żydem, ale też na wskroś czeskim pisarzem. Bez mej czeskiej obsesji nie znalazłbym się w Pradze w listopadzie 1989 r., nie zobaczyłbym, jak stojący na balkonie Havel obejmuje urząd prezydenta. Nie znalazłbym się w budapeszteńskim Hotelu Gellerta, słuchając, jak János Kis snuje plany postkomunistycznych, ale socjaldemokratycznych Węgier - nadziei dla regionu, niestety, już wtedy płonnej. Nie trafiłbym parę lat później do Marmarosz w północnym Siedmiogrodzie, spisując notatki do eseju o postkomunistycznych traumach Rumunii. A nade wszystko nigdy nie napisałbym "Postwar" "Po wojnie. Historia Europy po roku 1945". Bez względu na wady, książka ta jest rzadkim przykładem uporu, z jakim starałem się scalić dwie połowy Europy w jedną opowieść. Jest ona na swój sposób odzwierciedleniem mych własnych prób